Wpatrywałam się tępo w błękitną kopułę rozprzestrzenioną nad naszymi głowami, starając się dostrzec jakiekolwiek kształty wśród nielicznych chmur. Prawą dłonią przejechałam po soczyście zielonej trawie, sprawdzając granicę między ziemią, a szorstkim kocem, na którym przyszło nam leżeć. Westchnęłam przeciągle, po czym podniosłam się na łokciach i spojrzałam na moich towarzyszy, którzy byli niezwykle pochłonięci jakąś dyskusją. Kiedy zauważyli, że im się przypatruję, błyskawicznie ucięli temat.
- Kocham to miejsce - szepnęłam, rozglądając się po okolicy.
Siedzieliśmy na małej polanie, ze wszystkich stron otoczonej grubą ścianą drzew. W oddali co jakiś czas słychać było dudnienie pociągów, których tory były nieoficjalną granicą między światem miasta, a naszym własnym rajem. Uwielbiałam tu przebywać.
Jake uśmiechnął się pod nosem, po czym rzucił we mnie kępką świeżo zerwanej trawy. Skrzywiłam się poprzez uśmiech, przejeżdżając ręką po ciemnobrązowych włosach, aby wytrzepać z nich resztki rośliny. Moich uszu dobiegło ciche przekleństwo wypowiedziane przez Chloe, która trzymała rękę przy brzuchu i wykrzywiała usta w grymasie.
- Chyba jestem głodna - jęknęła roztrzepując swoje długie złote włosy, które jak na złość przy pomocy delikatnego wiatru poleciały prosto na twarz Luke`a.
- Jak zawsze - Jake wywrócił oczami, podczas gdy ja starałam się nie pęknąć ze śmiechu, bacznie obserwując przyjaciela, który desperacko próbował nie zakrztusić się kłakami blondynki.
Chloe wytrzeszczyła oczy.
- Ronnie, jest siedemnasta - żachnęła się - Zaczniesz ty w końcu normalnie jeść?
Spuściłam wzrok, starając się znaleźć dobry argument do zmiany tematu. Czułam na sobie natarczywe spojrzenia przyjaciół, których nie potrafiłam w żaden sposób odeprzeć. Z braku jakiegokolwiek pomysłu na godną odpowiedź po prostu wzruszyłam ramionami.
- Ymm, może już lepiej wracajmy - odchrząknął Jake, posyłając w moim kierunku znaczące spojrzenie.
Zdziwiła mnie jego postawa, jednak zamiast drążyć temat ugryzłam się w język, po czym pomogłam poskładać i otrzepać brunatny koc. Kiedy reszta zniknęła już za drzewami, ja pozostałam jeszcze chwilę wiedząc, że i tak ich dogonię.
- Do następnego razu - uśmiechnęłam się smutno, posyłając polanie ostatnie tęskne spojrzenie.
Torując sobie drogę rękoma dołączyłam do reszty i z nieco spuszczoną głową postanowiłam przysłuchać się ich rozmowie.
- ... on mnie wkurza - jęknęła Chloey poprawiając ramię plecaka - Cały czas za nami łazi, jak jakaś przybłęda.
W ułamku sekundy dotarło do mnie, o kim toczy się dyskusja.
- Też mam go dosyć - westchnął Luke - ale przecież wszyscy dobrze wiemy, kto jest powodem jego zachowania.
Wbiłam ręce w kieszenie jeansowych spodenek i ukryłam twarz we włosach.
- Ja mam go dość najbardziej z was wszystkich - szepnęłam ledwo słyszalnie, lecz na tyle głośno, aby usłyszała mnie osoba będąca najbliżej.
Zadaję sobie pytanie, dlaczego tą osobą musiał być akurat Jacob.
Poczułam na sobie jego chłodne, przeszywające mnie na wylot spojrzenie. Starałam się nie dać po sobie znać jak bardzo krępuje mnie taka sytuacja, jednak skutki mojej kiepskiej gry aktorskiej było bardzo łatwo dostrzec. Aby choć trochę rozluźnić atmosferę gwałtownie wypuściłam powietrze zebrane w płucach, po czym zwróciłam twarz w kierunku Luke`a.
- Jak Ci się układa z Ann? - uśmiechnęłam się sztucznie, wypowiadając imię dziewczyny.
Kątem oka dostrzegłam, jak Chloe na wzmiankę o dziewczynie szatyna odwraca wzrok.
Nie lubiła jej zbytnio. Właściwie nikt z naszej paczki jej nie lubił, a Luke o tym bardzo dobrze wiedział.
- Ymm... Dobrze - mruknął dając nam znak, że nie chce o niej rozmawiać.
Pokłócili się. Znowu. I zapewne znowu z naszego powodu.
Torując sobie drogę rękoma dołączyłam do reszty i z nieco spuszczoną głową postanowiłam przysłuchać się ich rozmowie.
- ... on mnie wkurza - jęknęła Chloey poprawiając ramię plecaka - Cały czas za nami łazi, jak jakaś przybłęda.
W ułamku sekundy dotarło do mnie, o kim toczy się dyskusja.
- Też mam go dosyć - westchnął Luke - ale przecież wszyscy dobrze wiemy, kto jest powodem jego zachowania.
Wbiłam ręce w kieszenie jeansowych spodenek i ukryłam twarz we włosach.
- Ja mam go dość najbardziej z was wszystkich - szepnęłam ledwo słyszalnie, lecz na tyle głośno, aby usłyszała mnie osoba będąca najbliżej.
Zadaję sobie pytanie, dlaczego tą osobą musiał być akurat Jacob.
Poczułam na sobie jego chłodne, przeszywające mnie na wylot spojrzenie. Starałam się nie dać po sobie znać jak bardzo krępuje mnie taka sytuacja, jednak skutki mojej kiepskiej gry aktorskiej było bardzo łatwo dostrzec. Aby choć trochę rozluźnić atmosferę gwałtownie wypuściłam powietrze zebrane w płucach, po czym zwróciłam twarz w kierunku Luke`a.
- Jak Ci się układa z Ann? - uśmiechnęłam się sztucznie, wypowiadając imię dziewczyny.
Kątem oka dostrzegłam, jak Chloe na wzmiankę o dziewczynie szatyna odwraca wzrok.
Nie lubiła jej zbytnio. Właściwie nikt z naszej paczki jej nie lubił, a Luke o tym bardzo dobrze wiedział.
Pokłócili się. Znowu. I zapewne znowu z naszego powodu.
* * *
Obracałam w dłoniach jasnoniebieską gumkę do włosów, kątem oka przypatrując się zawodnikom na boisku. Dokładnie śledziłam ich każde podania, a przy golach szacowałam straty i zastanawiałam się, co przeciwna drużyna mogła zrobić źle. Nawet nie zauważyłam, kiedy miejsce obok mnie zajął Jake, który z uśmiechem wyciągnął rękę w kierunku mojej twarzy i delikatnie uniósł mój podbródek do góry, tym samym zamykając moje rozdziawione na oścież usta.
Potrząsnęłam ze śmiechem głową, jednak mój towarzysz przybrał już zupełnie inny, poważniejszy wyraz twarzy. Przeniósł wzrok na moje dłonie, po czym z powrotem spojrzał mi w oczy.
- Znowu to zrobiłaś - warknął, wskazując na mój nadgarstek.
Odruchowo naciągnęłam rękawy swetra, aby ukryć blizny. Chłopak pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Po jaką cholerę się tniesz?
Spuściłam wzrok czując, że robię się cała czerwona. Mój puls był coraz szybszy i byłam prawie pewna, że donośnie bicie mojego serca jest w stanie usłyszeć całe miasto.
- Bo... Bo to wszystko mnie już przerasta... Nieważne - bąknęłam pod nosem, po czym poderwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę Chloey.
- Ronnie! - usłyszałam za sobą, jednak zacisnąwszy ręce w pięści dalej kontynuowałam swój marsz.
Nikt tego nie zrozumie. Jestem o tym całkowicie przekonana, bo i ja sama nie wiem, dlaczego się tak zachowuję. Panicznie próbuję znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, jednakże w efekcie gromadzi się ich jeszcze więcej.