Kochająca swoich przyjaciół. Wzorująca się na wszystkim, co jej zielono-niebieskie tęczówki zdążyły zaobserwować. Mająca za sobą kilkanaście wiosen, wystarczająco, by poznać smak rozczarowania i beznadziejnego pokładania w kimś żmudnych nadziei, jednakże bezwzględnie omijająca tematy typowe dla dramatyzowania w tak młodym wieku.
Szalona, rozkojarzona i lekkomyślna, a zarazem odpowiedzialna i rozważna. Biją się w niej różne osobowości, a ta jak na złość nie wie, komu ma kibicować.
Szatynka o niepowtarzalnym i rzadkim imieniu, które najczęściej zamienia na pseudonim Lou. Tak po prostu.
Kochająca marzyć i uciekać od rzeczywistości, najczęściej wpatrując się z tępym wyrazem twarzy w chmury, szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytania, stanowczo wygórowane jak na ilość przeżytych wiosen.
Dla niektórych jest to po prostu opis kolejnej autorki kolejnego beznadziejnego i pozbawionego sensu bloga. Ja jednakże patrzę na niego z perspektywy osoby, która wie co traci i żeby chociaż na chwilę zatrzymać bez przerwy płynące wskazówki zegara postanawia zamknąć rzeczywistość i swoje przemyślenia w opowiadaniu, do którego zapewne będzie wracać w przyszłości.
Nie gwarantuję, że opowiadanie spodoba się każdemu. Co więcej, nie miałam zamiaru pisać go tak, aby wszyscy padali z zachwytu. Chcę po prostu uchwycić kawałek siebie, aby za kilka lat, kiedy będę próbowała znaleźć odpowiedź na wiele pytań naraz, spojrzeć na świat oczami młodej osoby i przypomnieć sobie wszystkie te chwile, kiedy to uśmiech nie schodził z mojej twarzy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz